Projekty? Czysta poezja.
Poezja? Czyste projekcje.

Zbiory wierszy:

Net-art

wycięte zdjęcie plakatu z ikonką braku sieci i napisem: teoria martwego internetu

Zakas Offline HTML Zine - interaktywny kolaż mojej twórczości, tekstów oraz inspiracji znalezionych w internecie. To strona internetowa, którą możesz czytać online lub ściągnąć na swój komputer i otworzyć ją w przypadku awarii łącza (lub gdy będziesz na cyfrowym detoksie). To homeopatyczna dawka cyfrowego przebodźcowania, która stanowi odtrutkę na algorytmiczne social media, płyciznę intelektualną i sensacjonizm idiokratycznych newsów.

Strona tworzona (prawie) bez użycia sztucznej inteligencji. Tylko na monitory - bez wersji mobilnej!

wchodzę

Kolaże/montaże

444 zł (przesyłka wliczona). Kliknij by powiększyć.

czarne płótno z odbitym od szablonu abstrakcyjnym schematem elektrycznym, zaciekami farby, znaczkiem elektrycznym i kawałkiem niebiezkiej koszuli flanelowej

BURY

Do niedawna myślałem że szaro-bury

to taki konstrukt słowny

wyrażający odrażającą nijakość

szarość wyjątkowo wredną

jak stopniała zimowa breja

która przemacza ci buty

a jednak Google wyprowadził mnie z błędu

bury to jest prawdziwy kolor

powstający z mieszanki szarości z brązem

eufemistycznie „jasny orzech”

brąz lamperii urzędowych korytarzy

chyba stąd wzięło się powiedzenie

że komuna była szaro-bura:

bure wnętrza aparatu ludowego państwa

w środku

i szare elewacje wielorodzinnego budownictwa

na zewnątrz

Ktoś powiedział że bloki były wtedy szare

ale życie kolorowe

a teraz bloki są kolorowe

lecz życie straciło swój koloryt

Coś może być na rzeczy

Ludzie odnoszący największe sukcesy

często byli molestowani i bici w dzieciństwie

kompensacje i emocjonalne odreagowania

rządzą nie tylko życiem jednostek

ale i rozwojem całych społeczności jak widać

Będziesz chuchać na dziecko

pomalujesz mu blok

i drabinki przed blokiem na różowy pastel

i wyrośnie na ciotę

Rozszczelnisz wentyl bezpieczeństwa

i twórcza energia jak para wytraci ciśnienie

wraz z polskim rockiem

Jak nie urok to sraczka

Ludzie co raz częściej patrzą wstecz

mówią że za komuny było lepiej

nie wiem jaki kolor powstaje gdy na kolor bury

patrzy się przez różowe szkła wspomnień

które selektywnie odrzucają to co było bolesne

Inni mówią że lepiej było za króla

tęsknią nawet za średniowieczem

postuluję by kolor bury stał się kolorem roku Pantona

w postpandemicznej rzeczywistości

w której obie wsteczne ideologie są na topie jak rzadko kiedy

Artysta winien zająć postawę prometejską

wbrew estetycznym uprzedzeniom

i przeciąganiu struny w lewo i prawo

nie bać się brzydoty gdy prowadzi do prawdy

i piękna gdy prowadzi do siły i władzy

lepiej już było człowieku

szykuj się na przepoczwarzenie

zapomnij o życiu bez pośpiechu w poczekalni

ze sraczkowatą lamperią

jak motyl wylecimy w gwiazdy na serio

jeszcze w tym wieku

LAMPERIA

marzy mi się stanowisko

twórcy dydaktycznych haseł

na metalowych tabliczkach

do fabryk i zakładów

buczenie lamp jarzeniowych

fabryczna zieleń farby olejnej

na maszynach przemysłowych

puls prasy i zapach smaru

dźwięk pędni na kolei

w mojej wyobraźni

hasłami partyjnymi na murach

mógłbym dawać tak świetne rady

i ogólne spostrzeżenia

minąłem się z czasem

muszę smarować swoje hasła

na murach miasta

które nie krzepią jak cukier

i nie mają akceptacji aktywu robotniczego

ani komitetu centralnego

hasłami reklamowymi nie dałbym rady

mydlić ludziom oczu

hasła do maila ciągle zapominam

minąłem się z czasem

pozwólcie mi smarować

moje hasła na murach

Culver - White Cherry
osiedlowawinda.pl

multisensoryczna przejażdżka windą Zremb

Plakaty

Format 50x71 cm. 333 zł (przesyłka wliczona).
Czarna ramka z Ikei na życzenie gratis.
Kliknij, by otworzyć galerię.

Płótna itp.

Kliknij by powiększyć

wielka płyta

tabliczki z prl-u na płótnie

444 zł

phony ontology

marker i papier na płycie z nadrukiem

444 zł

zdjęcie wywieszonego obrazka na klatce schodowej. na rysunku małe okienko przy suficie i prowadząca do niego poręcz bez schodów

Jestem ulotkarzem i w dupie mam Wasze zapchane skrzynki

Mały lufcik przy suficie i poręcz bez schodów. Ramka w kolorze Burego Brutalizmu standardowej, korytarzowej lamperii. To najlepszy kawałek oddolnej, niezależnej, anonimowej sztuki jaką widziałem w publicznych przestrzeniach wrocławskich blokowisk.

A widziałem ich dużo. Zarówno przestrzeni jak i zrób-to-sam sztuki na klatkach schodowych bloków i kamienic. Znam te zakamarki jak nikt inny – od 10 lat moją dzienną pracą jest roznoszenie ulotek. Przez pierwszych parę lat full time, od kilku lat z doskoku.

To bardzo śmiałe wyznanie dla 40-letniego, zdolnego oraz inteligentnego mężczyzny, prawda? Praca ulotkarza znajduje się chyba poniżej pracy śmieciarza w społecznej percepcji i hierarchii poszanowania. A więc co ze mną jest nie tak?

Czy jestem fetyszystą estetycznym, który całe swoje życie i swoją twórczość artystyczną związał z blokami? Czy jestem za głupi, za leniwy na ambitną pracę? Czy boję się normalnej, odpowiedzialnej pracy? A może jestem żulem i alkoholikiem?

Nic z tych rzeczy. Ja wierzę, że wżyciu trzeba grać takimi kartami, jakie ma się w ręku – i wycisnąć z tej gry najwięcej ile się da, bez tracenia wiary w siebie i dumy.

W przeciwieństwie do wielu artystów, poetów i projektantów po fachu, ja nie pochodzę z klasy średniej. Z normalnej, wspierającej rodziny z kasą. Pochodzę z mroku dysfunkcji. Nie ja jeden –  wszystkie polskie rodziny przełomu lat 80/90, w określonym segmencie społeczno-ekonomicznym, były mniej lub bardziej dysfunkcyjne. Polacy to bardzo straumatyzowany naród, niosący piętno przemocy, niewoli, strachu i upokorzenia. Przekazywane jest to z pokolenia na pokolenie. I to wisiało w powietrzu jeszcze wtedy – teraz już trochę mniej. Jako inteligentny, wrażliwy chłopak, który znalazł się w przemocowym środowisku, nie radziłem sobie zbyt dobrze z rzeczywistością i moimi własnymi ranami. A zatem scenariusz typu: dobre stopnie w szkole, dobre studia i kariera... był dla mnie kompletną abstrakcją. Byłem wrakiem człowieka. Szukałem siebie szukając guza, uciekałem od siebie, odreagowywałem i uśmierzałem ból.

Gdy 10 lat temu wyszedłem z więzienia, podjąłem grę w życie. Wybrałem agresywną autokreację zamiast agresywnej autodestrukcji. Na ulotki trafiłem przez przypadek – po zwolnieniu się z budowy. Praca, która miała być chwilowym rozwiązaniem, stała się długofalową strategią. Albowiem bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że mogę tam upiec kilka pieczeni przy jednym ogniu.

Na ulotkach mogę słuchać audiobooków i podcastów przez parę godzin dziennie i jeszcze mi za to płacą. Wśród tych audiobooków i podcastów był spory kawał klasyki literatury, polskiej poezji, filozofii, psychologii, historii sztuki, duchowości, polityki i Bóg wie czego jeszcze. Wiem, że przez tych 10 lat przyswoiłem więcej wiedzy, niż ambitny pracownik warszawskiej korporacji w przeciągu całego swojego życia. To czysta matematyka! Ja każdego dnia mam 8 godzin więcej na rozwój i samokształcenie niż Wy.

A tak się składa, że tak jak Wy pragniecie społecznego uznania i stabilnego, dostatniego życia (co jest perfekcyjnie normalne), tak ja pragnąłem (a nawet bardziej) wiedzy i zrozumienia sytuacji w której się znalazłem. Wiedzy na temat sensu i logiki funkcjonowania tego pięknego i jednocześnie popierdolonego doświadczenia zwanego ludzkim życiem. Dzisiaj mogę z satysfakcją powiedzieć, że ten głód w dużej mierze został zaspokojony.

Na ulotkach mogę rozklejać swoje street-artowe vlepy i plakaty na mieście. Chodząc po całym mieście na bieżąco wiem, gdzie aktualnie znajduje się jakiś pusty billboard lub citylight na przystanku. Sztuka ulicznego plakatu, to ważny aspekt tożsamości jaką zbudowałem po wygrzebaniu się z mojego osobistego dna. Moja ksywa znana jest z wernisaży i utworów sławnych raperów, którzy cytowali mnie w swoich kawałkach.

Na ulotkach mogę zbierać ciekawe przedmioty z klatek i spod śmietników, nie tracąc na to czasu po pracy. Przedmioty, które później mogę wykorzystać w kolażach, montażach, płótnach. Właśnie w ten sposób zaczęła się moja przygoda z płótnami w street-artowej stylistyce – któregoś razu znalazłem pod blokiem piękny olejny obraz w drewnianej ramie i napisałem na nim sprejem moje hasło. Od tamtego czasu, ze sprzedaży moich prac, zarobiłem kilka tysięcy złotych – premia, która pozwalała mi utrzymać się na powierzchni, będąc ulotkarzem na niepełny etat.

Na ulotkach mogę mieć elastyczny grafik pozwalający pogodzić pracę z działaniami artystycznymi, ale przede wszystkim ze zdobywaniem wysokokwalifikowanych kompetencji. Elastyczny grafik i przyzwolenie nabranie dużo wolnego oznaczało, że w przeciągu kilku lat nauczyłem się kodować strony i sklepy, na poziomie dużo wyższym niż przeciętny w branży twórców stron (większość nie umie kodować tbh). Owe umiejętności zostały dostrzeżone.

Na żadną z tych rzeczy nie mógłbym sobie pozwolić, gdybym poszedł do „normalnej” pracy dla „dorosłych” ludzi. Owszem, miałbym trochę więcej pieniędzy i trochę więcej społecznego uznania, ale to oznaczałoby koniec tak dynamicznego rozwoju. Nie bez kozery anglojęzyczni mówią: „dead end job”.

A zaczynać edukacje formalną w wieku 30 lat, kiedy człowiek już musi sam się utrzymywać to byłoby średnim pomysłem – szczególnie w czasach, w których dyplom coraz mniej znaczy. Zagrałem takimi kartami jakie miałem, nie patrząc na to, że ludzie na klatkach mnie wyzywają i szarpią, że rodzina się mnie wstydzi.

Ja wiedziałem co robię i po co to robię. W najbliższym miesiącu czeka mnie zlecenie za kilkanaście tysięcy złotych dla poważnego klienta. To bardzo spektakularne. Fakt, że chłopak, którego jedynym życiowym sukcesem 10 lat temu było wyjście po połowie kary z więzienia, teraz staje się wysokokwalifikowanym, zaufanym fachowcem; profesjonalistą. Pracuję nadal z doskoku na ulotkach tylko po to, żeby mieć ubezpieczenie – jeszcze przez chwilę nie chcę zakładać działalności gospodarczej, ale ten moment niebawem nastąpi.

Tak czy inaczej wiem, że gdyby nie ulotki to nie znalazłbym się w tym miejscu, w jakim teraz jestem. Albo że zajęłoby mi to o wiele, wiele dłużej. Ponieważ odpowiedzialna praca na cały etat zabiera nie tylko czas, ale również energię. W najgorszym razie wręcz duszę. Decyzja by popłynąć pod prąd społecznych oczekiwań, była inteligentna strategicznie.

A zatem w chuju mam Wasze zapchane skrzynki i Wasze pyskówki i krzyk. JA WYGRAŁEM i przeskoczyłem Was wszystkich rozwojowo, nie robiąc przy tym nikomu żadnej krzywdy i nie łamiąc prawa. I tylko to się dla mnie liczy.

Co ciekawe, zauważyłem, że wyzwiska i szarpanie zdarzały się tylko ze strony ludzi, którzy myśleli, że jestem na ich poziomie społecznej hierarchii. Oczywiście byłem o kilka poziomów wyżej niż oni, ale odgrywając przez parę godzin dziennie określoną rolę, sprawiałem wrażenie, że jestem jednym z nich. Jednym z agresywnych, dysfunkcyjnych zjebów z polskich blokowisk.

Fascynujące jest to, że taka sytuacja zdarzyła mi się tylko raz na drogim, strzeżonym osiedlu klasy średniej. Potrafię czytać twarze ludzi i ewidentne dla mnie było, że ten jeden facet reprezentował coś w rodzaju osobowości autorytarnej i że był niskowibracyjnym, nadzianym bubkiem. Tak poza tym spokój.

Najbardziej rozwaliła mnie sytuacja przed wejściem na klatkę schodową, w której znajdowała się kancelaria prawna. Gdy stałem pod bramą podszedł do niej jeden z adwokatów. Czytając moją mowę ciała uprzejmie zapytał: Pan do kogo?

– Ulotkę chcę zostawić. Jeżeli Pan pozwoli. – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem, czując, że rozmawiam z mądrym i dobrym człowiekiem.

– A kim ja jestem, żeby Panu cokolwiek zabraniać. – adwokat odpowiedział, po sekundzie zawahania zerknąwszy na mnie.

– Wie Pan, jest wielu ludzi, którzy bardzo chętnie mi zabraniają.

– No tak... Myślę, że to jest po prostu ich chwila władzy. Ich moment władzy nad drugim człowiekiem.

I ten tekst mnie całkiem rozjebał. Podobnie jak cały nasz dialog. Adwokat w drogim płaszczu trzymający w ręku elegancką teczkę i ulotkarz w wytartych od torby spodniach. Mówiący do mnie nie „na Ty” ale per „Pan”. „Kim ja jestem, żeby Panu coś zabraniać”. Czaicie ten motyw?

Sądząc po jego diagnozie ludzkich motywacji, może on wyczuł we mnie bratniego nitzcheanistę? A może instynktownie wyczuł we mnie ambitnego i inteligentnego faceta na swoim własnym poziomie, choć z zupełnie innymi kartami w ręku? Faceta, który po coś to robi. Który ma jakiś świadomy życiowy plan rozwoju. Który nie przeżuwa bezmyślnie kolejnych dni gniewu i kolektywnych, narcystycznych urojeń, jak ci, którzy mnie szarpali i wyzywali na blokowiskach wymalowanych w trybalistyczne, patriotyczne hasła?

Jedno jest dla mnie pewne.

Sforsowałem lufcik przy suficie idąc do niego po poręczy bez schodów. Zaraz jeszcze rozwalę szklany sufit nad głową. A może już go rozwaliłem?

Jak mieć mniej ulotek w skrzynce?

Dobra, a teraz tak na serio. Jeżeli nie chcesz mieć ulotek w skrzynce, to naklej na nią naklejkę: „PROSZĘ NIE WRZUCAĆ ULOTEK”. U nas w firmie nie wrzucamy w takiej sytuacji.

Myślę, że powinno w pewnej mierze pomóc.

Szara strefa reklamy

Więcej zdjęć z moich ulicznych działań, nowe wiersze i moje projekty komercyjne (logo, naming, front-end development i projektowanie stron www) znajdziesz na moim Instagramie:

Wszystko co powyżej ale w formie audio-wizualnej na moim YouTube:

SKUP ZŁOMU

skup złomu

autoczęści

stacja przeglądów

na całym chyba świecie znajdują się w sąsiedztwie działek i torów

tory

ogródki działkowe

skup złomu

automechanik za żelbetowym ogrodzeniem

pewne rzeczy zwyczajnie pasują do siebie

zapach smaru z podkładów

palonej trawy z działek

cisza zadupia porozrzucane śmieci

mały lasek chwasty i chaszcze

skup złomu

złomiarze

puszki wszędzie porozrzucane

boczne uliczki osiedli daleko za centrum

będę tak wymieniać do upadłego

skup złomu chaszcze i ogródki działkowe

w trawie podejrzane woreczki

graffiti na murze i pordzewiałe spreju resztki

nie mogę położyć wystarczającego nacisku

na magię skupów działek i torów kolejowych

nocą i dniem

wiosną jesienią i latem

dumny reprezentant dzielnicy Fabryczna

gdyby ktoś pytał

w kieszeni kastet

w słuchawkach Merzbow – dla moich uszu muzyka

dla innych tylko szumy i trzaski

zdjęcie kontenera z napisem skup złomu, wycięte zdjęcie psiej budy i opon i dorysowana trawa z torami kolejowymi
Bizarre Uproar

Jestem pluskwą / podsłuchuję z kątów / kontaktów szczelin / piorę nasze brudy / suszę kolaże słów /w podpiwniczonej ciemni / szaleństw naszej codzienności / iskry trzeźwego osądu ze / świetlicy szpitala obłąkanych / kontrasty zachwytu  / fragmenty fraktali / na nosie wam gram / grzebieniu / na nerwach / frenetycznym wierszem / rozumisz pan?

Symulacja

W domach z betonu jest EM jak miłość na otarcie łez

w nieokiełznanych snach jest EŚ jak ślebody ślad pośledni

RA jest sylabą o wysokiej wibracji

jak silna męska RAMA

rama rama | hare hare

Film konfabularny na filtrze ślady-dy-dymu wrzuć na Instagrama

Moja matka ma beef z bełkotliwą poezją i ma na imię Grażyna

to jest kurwa żart | żyjemy w symulacji

"ćśśś bo skończysz w kaftanie"

serioserio | ja kocham bełkotliwą poezję

mam na imię Kuba

i ślady po samookaleczeniowej ranie

W domach z betonu podglądają nas odbiorniki

śnieżą | przepuszczają przez komin złodzieja

ktoś miał dobry ubaf pisząc ten software

ZAGINĘŁA NADZIEJA | nagrodzie przewidywany znalazca

Nikt w Matriksie nie pisał wierszy

pisał je za to świr z Dnia Świra i to nie jest przypadek

Dwa tysiące dwudziesty drugi rok – usłysz mój głos!

To przeczucie we flakach | że zdarzenia na matrycy da się kontrolować intencją

że nauka kocha pieniądze i nienawidzi nierozwikłanych dotąd zagadek

W pewnym wieku uganiasz się za chłopakami

mając najsłodszy ze wszystkich głosików

którym głośno wyrzucasz z płuc słowa: pieprz mnie skurwysynu!

z źrenicami uciekającymi w tył głowy

gdy akurat w domu nie ma rodziców

Nasycisz się doświadczeniami

odchowasz dzieci i odkryjesz

że błyskotki tego świata to jednie płytsza warstwa doświadczenia jaźni

im więcej rozumiesz tym rozumiesz mniej

i mniej jesteś silny i zdrowy

tylko dwie nici DNA – tak to zaplanowali

kiedyś złamiemy ich kod źródłowy

przemysłowa sztuka:
jakie życie taki rap.